“To jest mój dom.”
„To też jego” – powiedział mój ojciec. „I kazał ci odejść”.
Grant odwrócił się do mnie ze złością. „Zamierzasz zniszczyć naszą rodzinę kolacją?”
Spojrzałem na Lily – małą, niewinną, zbudowaną na nas.
„Nie” – powiedziałem. „Zniszczyłeś wszystko, wybierając swoich rodziców zamiast nas”.
Na początku nie miał nic do powiedzenia.
Nie odszedł cicho.
Nazwał mnie okrutną, niestabilną, dramatyczną. Miesiące temu takie słowa by zraniły.
Teraz wydawały się dowodem.
Mój ojciec zachował spokój. „Możesz wrócić jutro z prawnikiem. Wyjeżdżasz dziś wieczorem”.
Grant znów na mnie spojrzał – czekając, aż się poddam.
Nie, nie zrobiłem tego.