Claire wstała i wyszła, a drzwi jej sypialni zatrzasnęły się na korytarzu. Nikt za nią nie poszedł. Siedziałam tam, podczas gdy moi rodzice zamieniali jej ostrzeżenie w gorycz, zazdrość i Claire po prostu taką, jaka była.
Następnego wieczoru był mój wieczór panieński. Balony. Musujące koktajle. Zdecydowanie za dużo różu. Próbowałam skupić się na własnym szczęściu, gdy Claire spóźniła się, wciąż z deszczem we włosach, ubrana w roboczy strój.
Znalazła mnie przy barze. „Alice” – powiedziała, wyglądając, jakby zabrakło jej czasu – „odwołaj ślub”.
Wpatrywałam się w nią. „Co ty właśnie powiedziałaś?”
„Proszę. Po prostu to odwołaj”.
„Dlaczego?”
„Nie mogę teraz tego wyjaśnić”.
Czułam, jak wszystkie głowy w pokoju zwracają się w naszą stronę. „Więc przyszłaś tu, żeby zepsuć mi wieczór dla zabawy?”
Claire sięgnęła po mój nadgarstek. „Proszę, posłuchaj mnie…”
Wyrwałam rękę. „Jesteś zazdrosna. Nie możesz znieść, że w końcu mam coś dobrego”.
Widziałam, jak te słowa ją uderzają.
Oczy Claire napełniły się łzami. „Próbuję powstrzymać cię przed popełnieniem błędu, Ally”.
„Więc powiedz, co masz na myśli”.
Pokręciła głową. „Nie mogę. Jeszcze nie”.
Wskazałam na drzwi. „Więc wyjdź”.
Wyszła.
I to była ostatnia rzecz, jaką powiedziałam siostrze, kiedy jeszcze żyła i mogła mi odpowiedzieć.
Mój dzień ślubu zaczął się jasno i pięknie.
W kościele pachniało liliami i woskiem ze świec. Ryan stał przy ołtarzu, spokojny i opanowany. Potem wszyscy pojechali do centrum, do restauracji na przyjęcie.
Co chwila zerkałem w stronę wejścia, ale Claire się nie pojawiła. Dzwoniłem do niej kilka razy, ale za każdym razem włączała się poczta głosowa.
Ojciec upierał się, że jest zdenerwowana i w końcu się uspokoi. Mama kazała mi nie pozwolić, żeby mi zepsuła dzień. Uśmiechałem się więc do kuzynów, dziękowałem za prezenty i udawałem, że żołądek mi się nie kurczy.
Minęła godzina. Potem zadzwonił telefon mamy.
Słuchała przez kilka sekund, zanim zbladła i zakryła usta dłonią. „Był wypadek” – wyszeptała.
Przez sekundę nikt nie wydawał się być w stanie się ruszyć. Potem krzesła zaskrzypiały, pojawiły się kluczyki do samochodu i nagle wszyscy wybiegliśmy, zanim jeszcze rozmowa dobiegła końca.
Podczas jazdy zaczął padać deszcz. Ulewny deszcz siekł bokiem po drodze, zamieniając reflektory w rozmazane smugi.
Ekipy ratunkowe wciąż szukały, kiedy dotarliśmy na miejsce. Latarki przemykały po brzegu rzeki. Błoto przesiąkało przez rąbek mojej sukni ślubnej.