Claire wybrała inną drogę – skrót wzdłuż rzeki. Jej samochód spadł z krawędzi i wpadł do wody.
Następnego dnia znaleziono jej ciało i zamiast miesiąca miodowego odbył się pogrzeb. Czarne sukienki. Zapiekanki na kuchennych blatach. Ludzie mówili: „Wiedziała, że ją kochałeś” z tą okropną, delikatną pewnością siebie, z jaką ludzie mówią, gdy nie mają nic wartościowego do powiedzenia.
I przez cały ten czas jedna myśl wciąż kołatała mi się w głowie.
Claire próbowała mi coś powiedzieć.
Tydzień później Ryan wyjechał do pracy. Dwadzieścia minut po tym, jak odjechał, zadzwonił mój telefon.
„Megan?” – odpowiedziałam zaskoczona.
Megan była najbliższą przyjaciółką Claire w pracy, kobietą, którą spotkałam tylko dwa razy, ale od razu polubiłam, bo rozmawiała z Claire bez mrugnięcia okiem.
Jej głos brzmiał napięty. „Alice, musisz natychmiast przyjść do biura”.
„Dlaczego?”
„Zostawiła ci telefon. I liścik. Były na moim biurku. Właśnie wróciłam dziś rano z odwiedzin u chorego dziadka i je znalazłam. Przyjedź natychmiast”.
Nie zadzwoniłam do Ryana. Chwyciłam kluczyki i przejechałam 65 kilometrów do miasta z sercem bijącym tak mocno, że palce trzęsły mi się na kierownicy.
Megan czekała w pobliżu recepcji, blada i załamująca ręce. Po cichu zaprowadziła mnie do swojego biurka.
Leżała tam koperta z moim imieniem i nazwiskiem napisanym ręką Claire. Obok leżał telefon Claire. Myślałam, że zgubiła go razem z samochodem. Wyobrażałam go sobie na dnie rzeki, z każdym słowem, którego nie zdążyła wypowiedzieć.
Megan wyszeptała: „Ochroniarz powiedział, że tego dnia się spieszyła i musiała je zostawić”.
Palce ledwo się poruszały, gdy otwierałam kopertę.
„Alice, jeśli to czytasz, to czas, żeby prawda wyszła na jaw. Nie ufaj Ryanowi. Włącz ostatni film z galerii na tym telefonie”.
Przestałam oddychać.
Podniosłam telefon. Kciuk tak mi się trząsł, że za pierwszym razem nie trafiłam w ekran. Potem otworzyłam galerię i nacisnęłam „Odtwórz”.
Na ekranie pojawił się Ryan.