Przeprosił. Poszłam dalej.
Moje nazwisko widniało przy dwunastym stoliku na planie rozmieszczenia miejsc.
Nie przy pierwszym stole. Nie przy rodzinie. Nie przy zarządzie.
Dwunasta tablica.
Odznaka czekająca na mnie przy rejestracji również głosiła to samo.
Gość.
Podniosłem to.
Czasami dowód musi dotknąć twojej skóry.
Przy stoliku nr 12 siedziałem obok sprzedawcy, którego osobiście utrzymałem przy życiu dwa lata wcześniej, oraz inwestora, który przedstawił się dwukrotnie, bo nie wiedział, kim jestem.
Mój tost pozostał złożony w mojej torebce.
Nigdy tego nie używałem.
W połowie deseru moja siostra wzięła mikrofon, spojrzała mi prosto w oczy i zaczęła mówić o dostrajaniu się, kulturze i trudnych decyzjach.
Potem powiedział moje pełne imię i nazwisko.
Potem: „Jesteś zwolniony. Ochrona cię wyprowadzi”.
Było tam.
To nie jest impuls.
Ceremonia.