Znałem naszych klientów. Znałem nasze ograniczenia. Wiedziałem, którzy dostawcy usług po cichu zawyżali nam ceny, bo nikt nie porównywał poprawionych rachunków z oryginałami.
Jeśli chciałem poświęcić swoje dwudzieste lata firmie, nie zrobiłem tego dla oklasków i pensji.
Tata potarł brodę. „To nie jest proces”.
„Jest tutaj, jeśli tego chcesz.”
W końcu na mnie spojrzał. Te same szare oczy. Ta sama krew. Różne rasy.
Moja siostra kliknęła głośniej klawiszami. „Zawsze wszystko utrudniasz”.
Przesunąłem swoją kartkę papieru po stole.
„To umowa przejściowa. Niższe płace. Równość mniejszości. Większe uzależnienie od wyników”.
Tata ledwo przeczytał tytuł. Jego drużyna była w telewizji, poruszając się po boisku.
„Możesz powiedzieć nie” – powiedziałem mu.
Dał sygnał.
To było wszystko.
Moja siostra nachyliła się bliżej. „Pewnego dnia pożałujesz, że byłeś taki trudny”.
„Może” – powiedziałem.
Nie chciałem.
Firma się rozrosła. Szybko i niedbale. Pieniądze napłynęły. Moja siostra otrzymała koperty z premiami w miejscu publicznym. Nowe adresy. Widoczne wygrane.
Gdy nadszedł sezon bonusowy, nie wypłaciłem żadnych pieniędzy.
“Chciałbym jeszcze jedną kwestię.”
Tata dał znak ponownie.
Za drugim razem było łatwiej. Za trzecim poszło automatycznie.