„To nie jest śmieszne” – powiedział stanowczo Ryan. „Właśnie upokorzyłeś swoją żonę na oczach wszystkich”.
Ed z trudem utrzymywał się na nogach, cały pokryty ciastem.
Ryan spojrzał na nią zimno.
„Jak się z tym czujesz? Bo dokładnie to jej zrobiłeś”.
Potem odwrócił się do mnie, jego głos stał się łagodniejszy.
„Zastanów się dobrze, czy chcesz mieszkać z kimś, kto cię tak traktuje”.
Ed obwinił Ryana, twierdząc, że zrujnował ślub.
Potem wyszedł.
Przyjęcie odbyło się bez pana młodego.
Tej nocy siedziałam sama, wciąż w zniszczonej sukni, zastanawiając się, czy moje małżeństwo się skończyło.
Następnego ranka Ed wrócił.
Wyglądał na wyczerpanego.
Uklęknął i przeprosił.
„Po raz pierwszy uświadomiłem sobie, jak bardzo cię zraniłem” – powiedział. „Wydawało mi się to zabawne, ale wcale takie nie było. Upokorzyłem cię. Bardzo mi przykro”.
I uwierzyłem mu.