Claire znowu na mnie wskazała. „To przez nią. Odkąd Elena pojawiła się w tej rodzinie, wszystko się zmieniło. Tata ufa jej osądowi, Robert jej słucha, a ja nagle jestem traktowana jak jakieś nieodpowiedzialne dziecko”.
Przemówiłem wtedy, głosem pewnym i zimnym: „Powiedziałeś mojej córce, że jej ojciec nie jest jej ojcem”.
Claire spojrzała na mnie z nieskrywaną urazą. „Bo i tak byś wygrał, gdyby coś nie zniszczyło twojego idealnego wizerunku”.
Doskonały.
Prawie się roześmiałam. Nie miała pojęcia, ile nocy Robert i ja spędziliśmy martwiąc się o pieniądze w naszym pierwszym mieszkaniu, ile dodatkowych zmian pracowałam po narodzinach Sophie, ile kłótni przetrwaliśmy tylko dlatego, że nie chcieliśmy się poddać. Nie było w nas nic idealnego. Budowaliśmy wszystko kawałek po kawałku.
Amanda położyła kolejną kartkę na stole. „Jest jeszcze jeden problem. Odzyskaliśmy szkice fałszywego raportu laboratoryjnego z konta iCloud powiązanego z laptopem Claire. Raport został utworzony trzy dni temu”.
Usta Claire otworzyły się, ale nie wydobyły z siebie ani jednego słowa.
Diane opadła na krzesło. „Claire, powiedz mi, że to nieprawda”.
Kiedy Claire w końcu się odezwała, jej głos stracił ostrość. „Po prostu potrzebowałam, żeby tata przełożył jutrzejsze spotkanie. To wszystko”.
Spojrzałem na Waltera. „Jakie spotkanie?”
Potarł twarz. „Restrukturyzowałem fundusz powierniczy. Planowałem uczynić Roberta i Elenę współpowiernikami, gdyby coś mi się stało. Claire nadal otrzymywałaby swój udział, ale nie kontrolowałaby wypłat”.
I tak to się stało.
Nie zazdrość.
Pieniądze.
Wtedy usłyszeliśmy ciche kroki na korytarzu. Sophie stała w skarpetkach przy drzwiach, ściskając tablet. Jej oczy były wilgotne.
„Mamo?” wyszeptała. „Czy tata jest moim tatą?”
Wszystko we mnie się rozpadło.