Kiedy wrócił, jego oczy były zaczerwienione, ale postawa była spokojna. „Ona cię pragnie” – powiedział.
Weszłam i przytuliłam Sophie, która drżąc, oparła się o mnie. Powiedziałam jej prawdę w najprostszy sposób: „Tata jest twoim tatą”, ciocia Claire skłamała, i nic z tego nie było jej winą. Słuchała uważnie, jak dzieci, które wiedzą, że dorośli ostrożnie dobierają słowa.
Kiedy wróciliśmy do jadalni, Amanda leżała na stole porozkładana za dokumentami, a Walter wyglądał na dziesięć lat starszego.
Claire przestała udawać. Jej tusz do rzęs się rozmazał, a jej gniew ustąpił miejsca czemuś poważniejszemu – strachowi. Diane płakała w lnianą serwetkę, choć nie potrafiłam stwierdzić, czy z poczucia winy, czy z litości nad sobą.
Robert odsunął moje krzesło, ale ja pozostałem na stojąco.
„Chcę, żeby jedno było jasne” – powiedziałam. Mój głos mnie zaskoczył – był spokojny. „Nikt, kto tak zwraca się do mojej córki, nie będzie miał do niej dostępu, dopóki nie będzie bezpieczna i wystarczająco dorosła, by sama decydować o sobie”.
Diane spojrzała ostro w górę. „Eleno, proszę, nie rób tego. Claire popełniła okropny błąd”.
„Okropnym błędem” – powtórzyłem – „jest zapomnieć o urodzinach albo uderzyć w skrzynkę pocztową. To było celowe”.
Claire wstała. „Powiedziałam, że mi przykro”.
„Nie” – powiedział Robert. „Nie zrobiłeś tego”.
Spojrzała na niego. „Jaka to różnica?”
Jego głos brzmiał spokojnie, co czyniło go gorszym niż krzyk. „Przeprosiny określają, co się stało. Nie prowadzą od razu do wybaczenia, bo konsekwencje są niewygodne”.
Usta Claire zadrżały. Potem spojrzała na Sophie.
„Przepraszam” – powiedziała niepewnie. „Skłamałem o twojej mamie. Skłamałem o twoim tacie. Powiedziałem coś przykrego, bo byłem zły, a ty na to nie zasłużyłeś”.
Sophie przywarła do mnie i nic nie powiedziała.
Walter powoli wstał. „Amanda” – powiedział – „zamroź wszystkie wypłaty z funduszu powierniczego dla Claire od dziś wieczorem. Jutro wymień zamki w domku nad jeziorem. I skontaktuj się z bankiem w poniedziałek rano”.
Claire spojrzała na niego. „Tato…”
„Przez lata cię wypraszałem” – powiedział Walter.
Diane również wstała. „Walter, nie karz jej tak przy wszystkich”.
Spojrzał na żonę z cichym rozczarowaniem. „Pomogłaś jej”.
Diane opadła z sił. „Myślałam, że jeśli Robert i Elena będą wystarczająco zażenowani, opóźnisz spotkanie z zarządem.”
„To wszystko” – powtórzył Walter, jakby ledwo rozumiał słowa.
Amanda zamknęła teczkę. „Nie zalecam dalszych rozmów dziś wieczorem poza natychmiastowymi ustaleniami. Emocje sięgają zenitu, a kilka spraw ma teraz implikacje prawne”.
Robert skinął głową. „Claire wyjeżdża dziś wieczorem. Diane może zdecydować, czy wyjedzie z nią, czy zostanie i będzie współpracować”.
Wybór zawisł w powietrzu.
Claire rozejrzała się dookoła, szukając kogoś, kto by ją wsparł, kogoś, kto by ją uratował przed tym, co sama wywołała. Nikogo nie było. W końcu chwyciła torebkę.