I każdej nocy Daniel trzymał mnie za rękę i mówił to samo.
„Jesteśmy zespołem.”
„Ty i ja przeciwko światu”.
Uwierzyłem mu.
Naprawdę tak było.
Życie w końcu znów się uspokoiło.
Dzieci wróciły do szkoły.
Wróciłem do pracy.
Daniel wrócił do pracy.
Kryzys się skończył.
Albo przynajmniej… ja też tak myślałam.
Ponieważ sytuacja powoli zaczęła się zmieniać.
Na początku było pysznie.
Daniel był przyklejony do telefonu. Praca po godzinach stała się regularną wymówką. Rozmowy stały się krótsze. Chłodniejsze.
Czasami wybuchał złością z powodu najdrobniejszych rzeczy.
„Zapłaciłeś rachunek za kartę kredytową?” – zapytałem kiedyś.
„Powiedziałem, że tak, Grace” – warknął. „Nie marudź”.