Westchnął i przewrócił oczami, jakbym zachowywał się nierozsądnie.
„Lydia, nie zaczynaj od typowych dramatów dyrektora generalnego, bo możesz po prostu skupić się na dbaniu o jedzenie i porządek w willi, podczas gdy my będziemy się dobrze bawić” – powiedział stanowczo.
Wyprostował kołnierzyk i spojrzał na pilota, ignorując szok malujący się na mojej twarzy.
„Dobrze ci zrobi, jeśli w końcu zaczniesz robić coś pożytecznego rękami, zamiast tylko wydawać polecenia swoim pracownikom” – dodał.
Margot wystąpiła wtedy naprzód i wypowiedziała zdanie, które ostatecznie przełamało ostatnią nić mojej cierpliwości.
„To naprawdę najmniej, co możesz zrobić, biorąc pod uwagę, że żyjesz z ciężko zarobionych pieniędzy i pozycji mojego syna” – powiedziała z zadowolonym uśmiechem.
Spojrzałam na Caleba, czekając, aż mnie obroni lub przynajmniej sprostuje bezczelne kłamstwo, które właśnie powiedziała jego matka.
Nie zrobił ani jednego, ani drugiego, tylko poprawił okulary przeciwsłoneczne i uśmiechnął się zadowolony do ojca.
Uśmiechnęłam się również, ale nie był to już delikatny uśmiech żony, która chce zadowolić męża.
Były to słowa kobiety, która w końcu obudziła się po długim i kosztownym koszmarze.
Nikt ze stojących na pomoście osób nie miał pojęcia, co miało się wydarzyć.
„Masz absolutną rację, Margot, i teraz widzę, że robiłem o wiele za dużo i przez o wiele za długi czas” – powiedziałem spokojnie.
Tessa zachichotała cicho i piskliwie, wsuwając kosmyk włosów za ucho.
„Cieszę się, że w końcu zrozumiała swoje miejsce w rodzinie” – Tessa mruknęła do Margot.
Nie odpowiedziałem. Zamiast tego wyjąłem telefon z torby i wszedłem w cień terminala.