Druga prawda była gorsza.
Miłość nie produkuje powierzchni kwadratowych.
Miałam sypialnię, wąski korytarz, łazienkę z wanną, która była za wysoka, i salon, który ledwo mieścił moją używaną kanapę i mały stolik, którego jedna noga była krótsza od pozostałych.
Stałem tam z płaszczem przewieszonym przez ramię i obserwowałem to wszystko oczami mojego rodzeństwa.
Za małe.
Zbyt tłoczno.
To jest za trudne.
Przez jedną straszną chwilę nienawidziłem tego, że mieli częściowo rację.
Moja mama to zauważyła.
Zawsze tak robił.
Zauważył to nawet wtedy, gdy był zmęczony, pod wpływem leków i nawet gdy ból go osłabiał.
„To miłe” – powiedział cicho.
To nie było przyjemne.
Było czysto.
To jest co innego.
Naczynia schły na talerzach, bo dwa miesiące wcześniej zepsuła mi się zmywarka.
Stos listów na ladzie.
Lampa przymocowana taśmą klejącą.
Na krześle koc, bo szew się rozerwał i cały czas chciałam go zszyć.
Słowa „dobry” używają biedni ludzie, gdy nie chcą się wzajemnie zawstydzać.
Przełknąłem ślinę i powiedziałem: „Proszę usiąść”.
Wyglądał na przerażonego.
“Nie.”
“Ponownie.”