W 1855 roku w Georgii takie dzieci były silnie wiązane z przesądami, zarówno wśród białych, jak i niewolników. Wielu wierzyło, że sprowadzają nieurodzaje, że widzą duchy, że są naznaczeni karą boską. Mieszanie się afrykańskiego i europejskiego pochodzenia było powszechne na plantacjach, ale albinizm tworzył niewygodną dwuznaczność, która przeczyła kategoriom rasowym, na których opierał się cały system.
Kiedy licytacja rozpoczęła się od 20 dolarów, nie uniosła się ani jedna ręka. Peton obniżał ją wielokrotnie, aż doszła do 5 dolarów. Nadal nic. Ludzie odwracali się, niektórzy robili znaki przeciw złu. Wtedy Margaret uniosła wachlarz z rozmysłem i powolnością, z pogodnym wyrazem twarzy. Tłum odwrócił się, by wpatrywać się w nią. „5 dolarów dla pani Dunore” – powiedział szybko Peetton, ulżony, że ktoś w ogóle zaoferował.
„Raz, dwa razy, sprzedane”. „Margaret wstała, otwierając torebkę z teatralną hojnością. Zapłacę 12 dolarów za to biedne dziecko” – oznajmiła głośno. Naszym chrześcijańskim obowiązkiem jest troska o tych, których inni odrzucają. Kilka kobiet skinęło głowami z aprobatą. Starszy pan zawołał: „Niech Bóg pani błogosławi, pani Dunore”. Przyjęła pochwałę z uprzejmym uśmiechem: „Doskonały przykład życzliwego chrześcijaństwa”.
Ale gdy chłopca prowadzono do jej powozu, jej oczy przyglądały mu się z zimną kalkulacją przyrodnika badającego rzadki okaz. W końcu znalazła to, czego potrzebowała. Obiekt zero dla swojego projektu oczyszczania. Chłopiec, którego poprzedni właściciele nazywali go Thomas, siedział wciśnięty w róg powozu podczas podróży do plantacji Belmont.
Margaret nic mu nie powiedziała, tylko otworzyła skórzany dziennik i zaczęła zapisywać swoje obserwacje, przybliżony wiek, odcień skóry i włosów, kolor oczu w różnym świetle, rozmiar dłoni i stóp. Pracowała metodycznie, od czasu do czasu podnosząc wzrok, by ocenić go wzrokiem, zanim wróciła do notatek.
Augustus, kierowca Margaret, pracował dla rodziny Dunore od ponad 20 lat. Jego ramiona były napięte, a szczęka zaciśnięta. Dawno temu nauczył się nie kwestionować tego, co robiła Margaret. Belmont cieszył się dobrą reputacją wśród społeczności niewolników w hrabstwie Chattam. Ludzie tam trafiali i po prostu znikali, a nie uciekali, ponieważ wieść o pojmaniu zbiegów zazwyczaj się rozchodziła.
Ci ludzie przestali istnieć, jakby nigdy się nie urodzili. Powóz toczył się przez Pine Forest w kierunku części Belmont, którą Thomas wkrótce miał poznać aż za dobrze. Zespół budynków ukrytych niemal milę od głównego domu, do których można było dotrzeć jedynie wąską drogą przez gęsty las. Konstrukcje te powstały w latach 1843–1852 z materiałów zakupionych w niewielkich ilościach od różnych dostawców z trzech stanów.
Robotnicy, którzy je zbudowali, zostali sprzedani zaraz po ukończeniu budowy i rozproszeni na plantacjach tak odległych od siebie, że nigdy nie mogli się spotkać, by wymienić się historiami. Kiedy Augustus zatrzymał powóz przed największym budynkiem, Margaret zeszła na dół i skinęła na Thomasa, by poszedł za nim.
Wnętrze było niepodobne do niczego, co kiedykolwiek widział. Czyste sosnowe podłogi, bielone ściany, szklane okna. Margaret zaprowadziła go do małego pokoju, w którym stało łóżko z prawdziwym materacem, krzesło, stolik z umywalką i półka. „To będzie twój pokój” – powiedziała, a w jej kulturalnym głosie nie było ciepła. „Dostaniesz odpowiednie jedzenie, ubranie i schronienie.
W zamian będziesz współpracować przy pewnych procedurach, badaniach lekarskich, pomiarach, obserwacjach. Rozumiesz? Thomas skinął głową, nie rozumiejąc niczego poza tym, że przetrwanie oznacza posłuszeństwo. Umiesz czytać? Pokręcił głową. Umiesz pisać? Potrząśnij jeszcze raz. Będziesz nauczony, powiedziała Margaret z satysfakcją.