„Wcale nie” – odpowiedziała Daniela. „To śmierdząca wiejska dziewczyna. Wyobraź ją sobie na zdjęciach ślubnych”.
Te słowa ranią głęboko.
Nie dlatego, że mnie definiowały.
Wiedziałem kim jestem.
Ale czułam coś ciężkiego dla mojego brata. Skoro potrafiła tak mówić przed ślubem, co będzie potem?
Odwróciłem się, żeby wyjść, ale Daniela mnie zobaczyła.
Na sekundę jej twarz zamarła. Potem znów się uśmiechnęła.
„Och, Valeria… nie traktuj tego poważnie.”
“NIE?”
„To był tylko żart.”
“Oczywiście.”
„Nie rób sceny” – wyszeptała. „Nie chciałbyś przecież zawstydzić brata w takim miejscu”.
Wtedy coś we mnie uspokoiło się.
Nie złość.
Przejrzystość.
„Masz rację” – powiedziałem. „To miejsce zasługuje na szacunek”.
Uśmiechnęła się, myśląc, że wygrała.
“Dokładnie.”