Nie w rodzinnym otoczeniu. Nie na weselu. Na niewyraźnym nagraniu z monitoringu, stoi obok czarnego SUV-a przed federalnym budynkiem biurowym w Denver w Kolorado.
Ścisnęło mnie w gardle. „Co to jest?”
„Badamy oszustwa finansowe związane z biomedycznym startupem” – powiedział Ortiz. „Firmy-słup, skradzione dane pacjentów, nielegalne kontrakty na badania. Nazwisko twojego zięcia pojawiło się sześć tygodni temu”.
„To niemożliwe. Daniel sprzedaje sprzęt medyczny.”
„To jest historia z okładki”.
Alan podszedł bliżej. „Co to wszystko ma wspólnego z Emily?”
Ortiz spojrzał w stronę zasłony wokół Traumy Dwa, zanim odpowiedział: „Uważamy, że znalazła coś, czego nie powinna”.
Miałem wrażenie, że ziemia pode mną się zapada.
Emily wyszła za mąż za Daniela trzy lata wcześniej. Był elegancki, odnoszący sukcesy, uważny. Może nawet zbyt elegancki. Ale przestępca? Nie. Zauważyłabym.
A nie?
„Dlaczego go nie aresztowałeś?” – zapytałem.
„Nie udało nam się udowodnić spisku” – powiedział Ortiz. „Jeszcze nie. Wczoraj w Kansas City zniknął świadek. Dziś twoja córka trafia na ostry dyżur z wiadomością wyrytą na plecach”.
Nie musiała mówić reszty.
To było coś poważniejszego niż przemoc domowa.
Daniel przybył tuż przed północą. Wpadł do holu, z poluzowanym krawatem, bladą twarzą i czerwonymi oczami. Ten gest przekonałby każdego.
Może kiedyś by mnie to przekonało.
„Richard, gdzie ona jest?”
Ortiz stanął przed nim. „Daniel Miller?”
Wzdrygnął się na widok odznaki, ale tylko na ułamek sekundy. Potem żal powrócił – opanowany, wyważony.
„To moja żona” – powiedział. „Co się stało?”
Wyciągnąłem pasek materiału z kieszeni i uniosłem go do góry.
Jego wzrok powędrował ku inicjałom.
I to było pierwsze pęknięcie.
Na jego twarzy nie było widać poczucia winy.
To był dowód rozpoznania.
Potem strach.
„To nie moje” – powiedział zbyt szybko.
„Miała to w ręku”.
Przełknął ślinę. „Więc ktoś chce, żebym wyglądał jak ja”.