Ortiz obserwował go w milczeniu. „Gdzie byłeś dziś między ósmą a dziesiątą?”
„W domu. A potem jeździć po okolicy w poszukiwaniu Emily.”
„Czy ktoś może to potwierdzić?”
Otworzył usta. Zamknął je.
W tym samym momencie zawibrował pager Alana. Spojrzał w dół, zmarszczył brwi i mruknął: „To dziwne”.
„Co?” zapytałem.
„Właśnie przesłano tomografię Emily”. Spojrzał na mnie niespokojnie. „Richard, chodź ze mną”.
Weszliśmy do sali radiologicznej. Na ekranie pojawiły się obrazy jej kręgosłupa – ostre, niczym widmo.
Byłem chirurgiem od trzydziestu sześciu lat. Znałem ludzkie ciało. Wiedziałem, co powinno się w nim znaleźć.
To nie pomogło.
Coś małego i metalowego tkwiło pod skórą w pobliżu jej lewej łopatki, niewidoczne z zewnątrz. Nie kula. Nie sprzęt chirurgiczny.
Alan powiększył obraz.
To była kapsułka.
Implant śledzący.
I zanim którykolwiek z nas zdążył się odezwać, w pomieszczeniu wyłączono prąd.
Wszystkie ekrany stały się czarne.
Sekundę później, w korytarzu rozległ się pierwszy krzyk.