Część 2
Lydia mimowolnie się cofnęła.
Głos pielęgniarki odmienił atmosferę w pokoju. Chwilę wcześniej Lydia brzmiała jak kobieta wpadająca do środka z autentyczną pewnością siebie. Teraz wyglądała, jakby wpadła z impetem w zamknięte szklane drzwi. Twarz Caleba zmieniła się z gniewu w konsternację, a Hannah dostrzegła w niej walkę – szok, lojalność, upokorzenie i strach ścierające się ze sobą jednocześnie.
„Jaki test na ojcostwo?” zapytała, zwracając się do Hannah.
Hannah zmusiła się do wzięcia oddechu, zanim odpowiedziała. „Ten, w który wepchnęła nas twoja siostra”.
Przeszył ją kolejny skurcz, kradnąc kolejne kilka sekund. Elena i lekarz zajęli miejsca i rozmawiali z nią, podczas gdy Lydia stała jak sparaliżowana przy drzwiach. Kiedy ból ustąpił na tyle, że Hannah mogła przemówić, jej głos był cienki, ale stanowczy.
„Trzy miesiące temu, po urodzinowej kolacji twojej mamy, Lydia przyparła mnie do muru w kuchni. Powiedziała, że dopilnuje, żeby wszyscy wiedzieli, że ją zdradziłam, jeśli nie przyznam, że dziecko nie jest twoje”. Hannah przełknęła ślinę. „Mówiłam ci tego wieczoru, że nic mi nie jest, bo nie chciałam wszczynać kolejnej rodzinnej wojny. Ale potem to się tylko nasiliło. Anonimowe wiadomości. Połączenia z zastrzeżonych numerów. W naszej skrzynce pocztowej została tylko jedna koperta, a w niej tylko wydrukowany harmonogram moich spotkań.
Caleb wpatrywał się w nią, jakby widział przed sobą zmieniający się los ostatnich kilku miesięcy.
„Dlaczego mi tego wszystkiego nie powiedziałeś?”
„Odkąd twój ojciec właśnie rozpoczął chemioterapię, pracowałaś po czternaście godzin dziennie, a za każdym razem, gdy próbowałam poruszyć temat Lydii, mówiłaś, że jest »opiekuńcza, ale nieszkodliwa«”. Oczy Hannah napełniły się łzami, choć z trudem się skoncentrowała. „Nie była nieszkodliwa”.
To się wydarzyło.
Lydia otrząsnęła się na tyle, żeby móc przemówić. „Przesadzasz. Opiekowałam się bratem”.
Elena spojrzała na niego surowo. „Nie. Opieka nad kimś nie oznacza nękania pacjentki w ciąży”.