Hannah zmusiła się do wzięcia oddechu, zanim odpowiedziała. „Ten, do którego wepchnęła nas twoja siostra”.
Kolejny skurcz wybuchł, odbierając jej głos na kilka sekund. Elena i lekarz zajęli pozycje, pomagając jej go przetrwać, podczas gdy Lydia pozostała nieruchoma przy drzwiach. Kiedy ból zelżał na tyle, że Hannah mogła znów przemówić, jej głos był cienki, ale stanowczy.
„Trzy miesiące temu, po urodzinowej kolacji twojej matki, Lydia przyparła mnie do muru w kuchni. Powiedziała, że wszyscy pomyślą, że ją zdradziłam, jeśli nie przyznam, że dziecko nie jest twoje”. Hannah przełknęła ślinę. „Tej nocy powiedziałam, że wszystko w porządku, bo nie chciałam kolejnej rodzinnej wojny. Ale potem sytuacja się zaostrzyła. Anonimowe wiadomości. Połączenia z zastrzeżonych numerów. Koperta w naszej skrzynce pocztowej z wydrukowanym jedynie harmonogramem moich spotkań”.
Caleb spojrzał na nią, jakby ostatnie miesiące przewracały mu się przed oczami.
„Dlaczego mi wszystkiego nie powiedziałeś?”
„Ponieważ twój tata właśnie rozpoczął chemioterapię, pracowałaś po czternaście godzin dziennie, a za każdym razem, gdy wspominałam o Lydii, mówiłaś: »opiekuńcza, ale nieszkodliwa«”. Oczy Hannah napełniły się łzami, choć z trudem udało jej się skupić. „Nie była nieszkodliwa”.
To mnie uderzyło.
Lydia zebrała się na tyle, żeby przemówić. „Przesadzasz. Chroniłam mojego brata”.
Elena spojrzała na niego gniewnie. „Nie. Ochrona kogoś nie oznacza nękania ciężarnej pacjentki”.
Weszła pomoc pielęgniarska. „Czy chcesz teraz ochrony?”
Hannah prawie się zgodziła. Powinna była. Ale czując, że od miesięcy jest ścigana, jakaś część jej chciała, żeby oskarżenie wyszło na jaw, zanim Lydia zostanie usunięta. Nie z zemsty. Żeby zamknąć sprawę.