Przez dwa dni zamieszczałam tylko migawki – szampana w samolocie, zachód słońca nad terakotowymi dachami, moją dłoń z espresso na słonecznym placu. Ethan pisał coraz mniej. I wreszcie, w noc imprezy, kiedy jadłam makaron z truflami na tarasie na dachu, mój telefon rozświetlił się jego imieniem.
Reagowałem na hałasy – podniesione głosy, brzęk szkła, nagłą ciszę muzyki.
„Claire” – wyszeptał, a w jego głosie słychać było panikę. „Musisz mi pomóc”.
Oparłem się na krześle i spojrzałem na Rzym, który świecił u moich stóp.
„Co się stało?” zapytałem.
I pośród chaosu, jaki panował za jego plecami, powiedział ostatnią rzecz, jakiej się spodziewałam.
„Nie stać ich na imprezę”.
Na początku myślałam, że żartuje. Connor i Vivian spędzili sześć miesięcy, zamieniając swój ślub w wystawne widowisko – ujęcia z drona z kolacji przedślubnej, ściany ozdobione szampanem z monogramem, spersonalizowane prezenty w postaci perfum z Paryża. Sama kwiaciarnia kosztowała pewnie więcej niż mój pierwszy samochód. Więc kiedy Ethan powiedział, że ich na to nie stać, pomyślałam, że zwariował.
„Co masz na myśli, mówiąc, że nie mogą zapłacić?” – zapytałem.
„Myśleli, że tata Vivian pokryje resztę” – powiedział Ethan drżącym głosem. „Jej tata mówi, że już zapłacił tyle, ile ustalono. Connor mówi, że mama i tata obiecali zająć się resztą. Mama mówi, że pokryła tylko koszt kolacji przedślubnej. Kierownik baru właśnie zamknął bar i nie otworzy niczego ponownie, dopóki ktoś nie przeleje pieniędzy”.
W tle kobieta krzyknęła: „To upokarzające!”