„Mówią, że jeśli nie zapłacą w ciągu najbliższych dwudziestu minut, zaczną zamykać wszystko – usługi, stacje – a jeśli goście spróbują wyjechać bez podpisania oświadczenia o zrzeczeniu się odpowiedzialności, mogą zadzwonić do lokalnych władz”.
Mrugnęłam. Więc to nie tylko wstyd. To była awaria.
„Ile?” zapytałam.
Napięcie przewozowe.
„Siedemdziesiąt osiem tysięcy”.
O mało nie upuściłam widelca. „Chyba żartujesz”.
„To nie wszystko” – powiedział szybko. „To pozostała kwota, opłaty za obsługę, nadmiar alkoholu i kilka dodatkowych rzeczy, które Vivian zatwierdziła dziś po południu”.
„Oczywiście, że wiem”.
„Claire…”
„Nie. Niech zgadnę. Nikt nie chciał mówić o prawdziwych liczbach, bo każdy chciał wyglądać na bogatego”.
Cisza. To była wystarczająca odpowiedź.
Wstałam i podeszłam do krawędzi tarasu, patrząc na wąską rzymską ulicę, która mieniła się złotem w świetle. Mój gniew stał się zimny, precyzyjny – niemal użyteczny.
„Daj mi Connora”.
Kilka sekund później wszedł mój szwagier, zdyszany i wściekły.
„Claire, wiem, że to źle wygląda…”