Myślałam, że to Vivian.
Wtedy jakiś mężczyzna warknął: „Powinieneś był przeczytać umowę, zanim ją podpisałeś”.
To był prawdopodobnie jego ojciec.
Wziąłem kolejny kęs ciasta, powoli go żując. „I dokąd zmierzam?”
Ethan zawahał się — na tyle długo, że znów mnie uraził.
„Connor myśli… Może mógłbyś przelać trochę pieniędzy. Tylko na chwilę. Oddamy ci je.”
Roześmiałem się tak głośno, że para przy sąsiednim stoliku odwróciła się, żeby na mnie spojrzeć.
“Dzwonisz do żony, której nie zaprosiłeś, żeby prosić o pieniądze na weselu, na które nie przyszedłem bez wstydu?”
„Nie o to chodzi.”
„Zgadza się.”
„Claire, proszę. Wszyscy szaleją.”
Słyszałem to. Muzyka ucichła całkowicie. Goście szeptali. Obsługa poruszała się cicho i sprawnie, jak ci, których nauczono zachowywać spokój w obliczu kosztownych katastrof. Wyobrażałem sobie Connora w smokingu, z przepoconym kołnierzykiem. Wyobrażałem sobie Vivian, z nieskazitelnym makijażem i trucizną kryjącą się za uśmiechem. Ten obraz prawie mnie usatysfakcjonował, żebym zamówił deser.
Wtedy Ethan zniżył głos.