Ale i tak otworzyłem drzwi.
Wewnątrz wszystko stanęło w miejscu.
Muzyka ucichła.
Głosy ucichły.
Dwustu gości spojrzało na mnie – na przemoczoną kobietę stojącą w drzwiach.
„Kto cię wpuścił?” – wyszeptał ktoś.
Inny głos mruknął: „Śmierdzi”.
Ale mnie to nie interesowało.
Widziałem tylko swojego syna.
Mark stał z przodu, obok Chloe, i wyglądał elegancko i idealnie.
Potem mnie zobaczył.
I zesztywniał.
Przez chwilę myślałam, że podejdzie do mnie, weźmie mnie za rękę i powie: „Ona jest moją matką”.
Ale tego nie zrobił.