Na zewnątrz Mark pobiegł za mną.
„Mamo… proszę…”
Zatrzymałem się.
„Moje błogosławieństwo nigdy nie stanowiło problemu” – powiedziałem cicho. „Zawsze byłem z ciebie dumny, nawet gdy mnie zawstydzałeś”.
Zawaliło się.
„Nie chciałem, żeby wiedzieli, skąd pochodzę” – wyznał. „Dlatego cię tam wysłałem. Myślałem, że nie przyjdziesz”.
Był tam.
Prawda.
„Miło, że tak mówisz” – odpowiedziałem.
„Przepraszam” – wyszeptał.
Uwierzyłem mu.
Ale to nie przywróciło tego, co się wydarzyło.
Chloe wyszła, wciąż w sukni ślubnej.
„Przepraszam” – powiedział. „Nie wiedziałem”.