Podszedłem do jego stolika.
„Mark, kim on jest?” zapytała cicho Chloe.
Nic nie powiedział.
Wyjęłam więc go z torby i małe aksamitne pudełeczko, którego cały czas pilnowałam.
Ostrożnie położyłem mu to na talerzu.
Otworzył ją.
A jego twarz zbladła.
„Mamo…skąd to wzięłaś?”
W pokoju rozległy się westchnienia.
Chloe odwróciła się zszokowana.
„Czy to twoje… mamo?”
Jego rodzice wstali.
„Mówiłeś, że jest w szpitalu” – powiedziała ostro jego matka.
Szepty ucichły.
Uśmiechnąłem się delikatnie.