Moi bracia nosili markowe stroje kąpielowe i drogie okulary przeciwsłoneczne, śmiejąc się podczas spaceru. Ja, w starym T-shircie i szortach, trzymałem się z boku. Niosłem lodówkę turystyczną, przygotowywałem jedzenie i pilnowałem naszych rzeczy, gdy pływali.
W porze lunchu nakryli długi stół w kabinie. Gdy miałem już usiąść, Bea wzięła mnie za ramię, jej głos był niski, ale zimny.
—Siostro, jedz później. Są ważni goście. Nie pasujesz… do tego.
Ricky skinął głową, nie patrząc na mnie.
—Proszę zrozumieć. Jedz na zewnątrz.
Wziąłem talerz i wyszedłem z kabiny. Siedziałem sam, wsłuchując się w śmiech dochodzący z wnętrza. Morze delikatnie pluskało, powietrze było słone, ale w gardle czułem suchość.
Potem wszystko się zmieniło .
Personel natychmiast się wyprostował. Kierownik pospiesznie poprawił krawat. Z głównej alejki wszedł starszy mężczyzna: poruszał się spokojnie, o głębokim i władczym spojrzeniu. Miał na sobie prostą białą koszulę, ale było widać, że jest przyzwyczajony do posłuszeństwa.
Zatrzymało się.
Nie patrzył na stół moich braci. Patrzył na mnie.