Podszedł.
W kabinie zapadła cisza.
Stanął przede mną, skłonił się głęboko i złożył ręce w geście pełnego szacunku powitania.
—Pani… w końcu wróciła.
W tym momencie zobaczyłem, jak twarze moich braci zbladły.
Czas w kabinie stanął w miejscu.
Nie zrozumiałem od razu. Słyszałem jego słowa, wyraźne i pełne szacunku, ale nie sądziłem, że były skierowane do mnie. W całym moim życiu nikt nigdy mi się nie ukłonił. Zawsze to ja się kłaniałem.
—Przepraszam… czy mnie pan zna?