Uśmiechnął się lekko, jak ktoś, kto wie i długo czekał.
—Jak mogłabym o niej zapomnieć, pani Tereso?
Za nami drżały szklanki, brzęczały sztućce. Czułem, że ktoś na nas patrzy.
Podszedł kierownik, wyglądając na zdenerwowanego.
—Panie…czy jest jakiś problem?
Starzec nie spojrzał na niego.
—Nie. Wręcz przeciwnie. Mam dług.
Moi bracia wstali. Bea była blada. Ricky wymusił uśmiech, jego usta drżały.
—Panie, może się pan myli… to tylko nasza siostra. Zwykła osoba.
Staruszek spojrzał na Ricky’ego. Wystarczyło jedno spojrzenie, a jego pewność siebie legła w gruzach.
—Wiem doskonale, kim on jest.
Potem znowu na mnie spojrzał.