Ostrożnie wziąłem Lily na ręce i trzymałem ją tak delikatnie, jak tylko mogłem.
„Będziesz żałować tego, co powiedziałeś” – powiedziałem cicho, głosem spokojnym i ostatecznym.
Tylko dla przykładu.
Odwróciłem się i wyszedłem, zostawiając za sobą jego śmiech.
Nie wiedział, że gdy tylko przekroczyłem bramę, moje drżące palce już wybierały bezpieczny, zaszyfrowany numer na telefonie satelitarnym, którego nie dotykałem od piętnastu lat.
3. Aktywacja sygnału.
Ostrożnie, bardzo ostrożnie umieściłem Lily na fotelu teściowej w moim starym pickupie. Zapiąłem ją pasami, ignorując plamy krwi, które zostawiła na wytartych materiałowych siedzeniach. Jęknęła cicho z bólu, wciąż półprzytomna.
„Poczekaj, kochanie” – wyszeptałam, całując go w posiniaczone czoło. „Tata to naprawi. Obiecuję”.
Zatrzasnąłem drzwi ciężarówki. Nie pojechałem do lokalnego szpitala – wiedziałem, że Richard będzie tam w ciągu kilku minut z komendantem policji, który będzie kontrolował sytuację i dopilnuje, aby lekarze wpisali to jako „nieumyślny upadek” w jego raporcie medycznym.
Sięgnąłem do schowka ciężarówki i wyciągnąłem drugi telefon.
To nie był elegancki, nowoczesny smartfon. To był stary, ciężki, wojskowy telefon satelitarny z klapką, relikt życia, które tak bardzo starałem się pogrzebać.
Otworzyłem. Mały ekran zaświecił się delikatnym zielonym światłem. Przewinąłem do jedynego nieoznaczonego kontaktu w książce telefonicznej i nacisnąłem przycisk „Połącz”.
Telefon nie zadzwonił. Rozległ się tylko krótki, cichy szum, zanim po drugiej stronie linii odezwał się głęboki, surowy, natychmiast znajomy głos.
„Zgłoś się, Dowódco.”
Tytuł był dla mnie szokiem. Nie byłem „dowódcą” od ponad dekady. Ale dla ludzi, którymi dowodziłem, tytuł ten był czymś stałym.
„Duchu” – powiedziałem, a mój głos natychmiast stracił miękki, łagodny ton emerytowanego dziadka, powracając do lodowatego, ostrego jak brzytwa rytmu człowieka, którym byłem piętnaście lat temu, kiedy dowodziłem elitarną, nieaktywną jednostką Delta Task Force. „Jest kod czarny”.
Po drugiej stronie linii zapadła głucha, ciężka cisza. Kod Czarny był najwyższym, najpoważniejszym sygnałem alarmowym, zarezerwowanym wyłącznie dla ekstremalnych sytuacji, zagrażających życiu i śmierci, z udziałem najbliższej rodziny dowódcy. Został użyty tylko raz.
„Lokalizacja?” zapytał Duch, a w jego głosie natychmiast zabrakło ciepła, stał się całkowicie rzeczowy.
„Posiadłość Vance’a, Oakwood Hills” – odpowiedziałem, głośno wkręcając silnik ciężarówki. „Moja córka została poważnie zaatakowana. Istnieje duże prawdopodobieństwo współudziału i zatuszowania sprawy przez lokalną policję. Potrzebuję pełnego, rzetelnego śledztwa”.