***Rosnące podejrzenie
W ciągu następnych kilku dni codzienna rutyna wróciła do dawnej rutyny, ale niepokój dręczył mnie z każdą chwilą. Nasz mały podmiejski dom z ogrodem kwiatowym nagle wydał się zbyt mały, by pomieścić moje wątpliwości. Emma rysowała mniej, śmiała się mniej, a koszmary budziły ją w środku nocy. Patrzyłem w jej wielkie niebieskie oczy, odziedziczone po ojcu, i zobaczyłem cień, którego wcześniej tam nie było.
„Emma, powiedz mi, co robisz u dziadków” – próbowałam podczas kolacji.
„Pobawmy się, zjedzmy ciasteczka” – powiedział niejasno.
„A dlaczego płaczesz za nim?” – nalegałem.
„Nie wiem” – wyszeptał, pochylając głowę.
Frustracja we mnie wrzała, mieszając się z narastającym strachem. Czy to była przemoc? Nie, to niemożliwe, powtarzałam sobie. Rodzice Davida byli szanowanymi ludźmi, emerytowaną parą mieszkającą w pięknym domu czterdzieści minut drogi stąd. Ale skąd ten uporczywy smutek?
Pewnej nocy, gdy płakała przez sen, przytuliłam ją mocno, czując bicie jej małego serduszka. Wróciły do mnie wspomnienia Davida: wypadek samochodowy trzy lata wcześniej, który zostawił nas samych. Jej rodzice wspierali ją, a przynajmniej tak mi się wydawało. Ale teraz każda wizyta pozostawiała na Emmie niewidzialny ślad.
„Mamo, dziadek czasami się złości” – wyszeptała pewnego ranka, jakby zwróciła się do niego z niespodziewaną pewnością siebie.
„Czemu się złościsz?” – zapytałem, zdyszany.
„On krzyczy” – powiedział po prostu.
Żołądek mi się ścisnął, przerażenie drgnęło. Mówił o tym po raz pierwszy. Czy to początek objawienia? Wątpliwości ustąpiły miejsca pewności: coś mrocznego się szykowało.
Zacząłem zapisywać każdy szczegół: jej łzy, odrzucenia, koszmary. Dom, niegdyś oaza spokoju, stał się miejscem udręki. Co by było, gdybym był ślepy przez cały czas? Napięcie narastało, powietrze robiło się coraz cięższe.
***Fatalna decyzja
Był deszczowy piątkowy poranek, mgła spowijała drogę do domu babci. Spakowałem różowy plecak Emmy, ale drżącą ręką wsunąłem do środka mały magnetofon ukryty w podszewce. W samochodzie unosił się zapach stęchłej kawy i niepokoju. Emma siedziała cicho na tylnym siedzeniu, ściskając pluszowego króliczka.
„Będzie dobrze, okej?” zapytałem, rozłączając się.