„Wystraszyłeś moją córkę!”
„Ukarałem go” – odpowiedział chłodno.
Wpadł w furię, ale jego groźba brzmiała: „Spróbuj mi uniemożliwić spotkanie z nim”. Następnego dnia otrzymał list od swojego prawnika w sprawie prawa do odwiedzin. Walka zaostrzyła się, a świat stanął na głowie.
***Batalia prawna zaostrza się
W ciągu następnych kilku tygodni sąd stał się częścią mojej codziennej rutyny, a klimatyzacja w salach sądowych dusiła. Moja prawniczka, Jessica, przeglądała dokumenty w swoim ciasnym biurze. Emma miała coraz częstsze koszmary, a ja nie dawałam jej zasnąć, walcząc z własnymi demonami. Napięcie narastało, stając się coraz bardziej przytłaczające z każdym dniem.
„Zaprzeczają wszystkiemu” – powiedziała Jessica. „Mówią, że to jest edytowane”.
„A co z wiadomościami tekstowymi?” – nalegałem.
„Mamy ich dzięki wezwaniu sądowemu” – potwierdził.
Ogarnął mnie niepokój, gdy wyobraziłam sobie Richarda w sądzie, zadowolonego z siebie. Zobaczyłam go pewnego popołudnia na korytarzu: jego lodowaty uśmiech. Strach przerodził się w zaciekłą determinację. Chciał kontroli, nie miłości.
Na rozprawie wstępnej ich prawnik oskarżył go o paranoję. „Zrywa stosunki z zemsty” – argumentował.
Jessica odpowiedziała nagraniem. Zapadła cisza.
Serce waliło mi jak młotem, mieszanką nadziei i przerażenia. A jeśli to nie wystarczyło? Nastąpił zwrot akcji: świadkowie, sąsiedzi, zgłaszali krzyki dochodzące z domu Reedów. Napięcie rosło, nie dało się go powstrzymać.
W nocy dom zamieniał się w wewnętrzne pole bitwy. Emma rysowała potwory i zwierzała mi się ze swoich obaw. „Dziadek jest zły” – wyznała pewnej nocy.
„Już nie” – przysiągłem.