Przynieśliśmy zapiekanki i zupę. Pisałem do ciebie dziś rano, że przyjdziemy pomóc.
Spojrzałem na niego.
Colin odwrócił wzrok.
Głos Ashley zadrżał. „Mówiłeś, że Mara nalegała, żeby być gospodarzem. Mówiłeś, że chciała zobaczyć wszystkich, bo się nudziła”.
Szczęka mojej matki się zacisnęła.
„To kłamstwo mogło mnie znowu wpakować do szpitala”.
Colin podniósł rękę. „Uspokójcie się wszyscy”.
Mama wskazała na korytarz. „Nie. Uspokój się gdzie indziej”.
Patrzył na mnie teraz z rozpaczą – ale nie z miłością. Z paniką człowieka tracącego kontrolę nad historią.
„Mara, powiedz im, że to nieporozumienie.”
Przypomniałam sobie instrukcję wypisu ze szpitala, która wisiała na stoliku nocnym. Przypomniałam sobie wszystkie te chwile, kiedy nazywał mnie leniwą, kiedy ból zapierał mi dech w piersiach. Pomyślałam o tym, jak rzucił we mnie płaszczem, jakbym była pracownicą, a nie jego żoną.