„Mara” – powiedział cicho – „czy on ściągnął z ciebie kołdrę?”
Spojrzałem na Colina.
Jego oczy mnie ostrzegały.
Kiedyś je ignorowałem.
“Ponownie.”
Mama na chwilę zamknęła oczy.
Następnie wyjął telefon.
Colin zrobił krok naprzód. „Co robisz?”
„Najpierw zadzwonię do gabinetu dr. Whitmana. Potem, w zależności od tego, co powie moja córka, może na policję”.
„Policja?” warknął. „Po koc?”
„Bo naruszyli gojenie się ran” – powiedział. „Żeby zastraszyć. Cokolwiek innego, czego za bardzo się wstydził, żeby mi powiedzieć”.
To słowo coś we mnie złamało.
Wstydziłem się.