Colin stał na dole, zły i upokorzony, podczas gdy Ashley podgrzewała jedzenie, które przyniósł, i karmiła dzieci przy kuchennym stole. Jej mąż po cichu spakował ich torby. Zanim wyszedł, Ashley poszła sama na górę.
Stała przy moim łóżku i płakała.
„Maro, tak mi przykro” – wyszeptał. „Nigdy bym nie przyszedł, gdybym wiedział”.
“Ja wiem.”
„Mój brat mnie okłamał”.
„Kłamie, nawet gdy prawda wydaje się mała”.
Wzdrygnął się, ale jej nie ochronił.
To miało znaczenie.
Po ich wyjściu Colin spróbował ponownie.
Podszedł do drzwi łagodniejszym głosem, takim, jakim rozbijał coś.
„Przesadziłem z reakcją” – powiedział. „Byłem zestresowany”.
Mama siedziała obok mojego łóżka ze skrzyżowanymi ramionami.
„Naraziłeś go na niebezpieczeństwo”.
Zignorował to i spojrzał na mnie.