Moje serce zadrżało.
Oczy.
Moja mama, Evelyn Parker, powiedziała, że może wpaść po pracy, żeby mnie sprawdzić. Była emerytowaną pielęgniarką chirurgiczną, kobietą, która wyczuwała infekcję, kłamstwa i strach z drugiego końca pokoju.
Twarz Colina uległa zmianie.
Zanim zdążył ją powstrzymać, w drzwiach za nim pojawiła się Anya, wciąż ubrana w szary płaszcz, trzymająca papierową torbę z apteki.
Najpierw jego wzrok spoczął na mnie.
Następnie koc na podłodze.
Następnie na dłoń Colina, która wciąż ściskała mój płaszcz.
„Co się tu dzieje?” – zapytał powoli.
Colin próbował się uśmiechnąć. „Evelyn, idealny moment. Mara jest trochę uparta. Ashley jest tutaj i jej potrzebujemy…”
Moja mama zgubiła torbę z lekami.
Buteleczki z tabletkami porozrzucane po parkiecie.
Przeszedł obok niej, spojrzał na moją bladą twarz, a potem na opatrunek chirurgiczny wystający spod mojej sukni.
Gdy odwrócił się do Colina, jego głos był na tyle cichy, że mógł wszystkich przestraszyć.