„A teraz?”
„Teraz rozumiem. Miałem dużo czasu na przemyślenia i… świadomość, że zawsze mnie wybierałeś, nawet po znalezieniu tego pudełka… Patrzy na Daniela. « …zrozumiałem, kto naprawdę mnie wspiera. »
Claire spojrzała na jadalnię.
Następnie odwrócił się i wyszedł.
Siedzieliśmy tam wszyscy, niepewni, co on robi.
Minutę później usłyszeliśmy trzask pokrywy kosza na śmieci. Potem kroki. Claire wróciła, trzymając puste drewniane pudełko z poprzedniego dnia. Opróżniła je.
Claire podeszła prosto do Liama i wręczyła mu pudełko. „Czy możemy to zrobić jeszcze raz?”
Liam spojrzał na pudełko, potem na nią. Długo się nie ruszał. W końcu je wziął. I przytulił.
I przytuliła go.
„Czy możemy to zrobić jeszcze raz?”
***
Kilka tygodni później króliki były gotowe. Wyczyszczone. Wysuszone. Ślady zostały naprawione. Niektóre były nadal trochę nierówne, ale to nie miało znaczenia. Liam zapytał Claire, czy pójdzie z nim je przenieść. Ze łzami w oczach zgodziła się.
Później Liam powiedział, że Claire była z nim cały czas.
Nie próbował zyskać przewagi. Po prostu… został.
Liam powiedział, że udało mu się je rozdać po wyjaśnieniu pielęgniarkom, dlaczego tam jest. Dodał, że dzieci na oddziałach onkologicznych, które odwiedzał podczas leczenia jego matki, kurczowo trzymały się królików, jakby miały dla nich jakieś znaczenie.
Bo tak było.
Ze łzami w oczach zgodził się.
W drodze do domu Liam wyznał, że uderzył głową w szybę.
Potem powiedział: „Mama też by się z tego ucieszyła”.
Zobaczył, jak dłonie Claire zaciskają się na kierownicy.
Ale on nic nie powiedział, tylko skinął głową.
I po raz pierwszy odkąd to wszystko zagościło w naszym życiu…
Myślałem, że w końcu znajdzie sposób, żeby zostać.
„Mama byłaby z tego powodu szczęśliwa”