Daniel stale go bronił:
„On się dostosowuje.”
„On nie jest przyzwyczajony do dzieci”.
„Daj mu czas.”
Dlatego milczałem o Liamie. Nie chciałem jeszcze bardziej komplikować sytuacji.
Próbowałem dać mu szansę.
***
Potem, kilka tygodni przed Wielkanocą, pewnego popołudnia Liam wszedł do kuchni, trzymając coś w obu rękach. Był to mały królik z jednym uchem dłuższym od drugiego.
„Zrobiłem to dla dzieci w szpitalu. Ze swetrów mamy” – mówi Liam. „Żeby nie czuły się samotne”.
Spojrzałem na tę małą rzecz w jego dłoni i przez chwilę nie mogłem mówić.
„Po co sięgasz?” – zapytałem.
„Zrobiłem to dla dzieci”
Liam obdarzył mnie najdelikatniejszym uśmiechem, jaki widziałem od dawna. „Moja mama zawsze nazywała mnie »królikiem«”.
„To miły gest, Liam. Jestem pewien, że dzieciaki je pokochają!”
To było wszystko.