Dzień ślubu był piękną, rozmytą plamą: koronka, nerwy i deszcz na schodach kościoła. Na końcu nawy spotkałam wzrok Rowana i od razu się rozluźniłam.
Jego medale błyszczały na mundurze, ale jego uśmiech był przeznaczony tylko dla mnie.
Przy ołtarzu odwrócił się w moją stronę i wziął mnie za ręce.
Mistrz ceremonii uśmiechnął się do nas obu. „Rowan, możesz już wstać, jeśli chcesz!”
Jego medale błyszczały na mundurze.
Wszyscy się roześmiali, łącznie z Rowanem. Ścisnął moją dłoń, aż poczułem mrowienie w palcach. „Jestem tutaj” – powiedział z mrugnięciem.
Nasze przysięgi były chaotyczne i szczere. Rowan obiecała kawę każdego ranka. Obiecałem, że będę ją kochał z całego serca, a ona wyszeptała: „Już ją kochasz”.
Widziałem, że mama patrzyła.
Rowan uniósł kieliszek cydru. „Za nowe początki, Mik” – powiedział, patrząc mi prosto w oczy.
Postanowiliśmy przełożyć nasze wesele na później. Nie chciałam, żeby Rowan przesadził, a bałam się wspominać o pierwszym tańcu.
Widziałem, że moja matka patrzyła.
***
Przez kolejne kilka dni życie toczyło się w jasnych barwach, na śniadanie jedliśmy lekko spalone naleśniki, a wieczorami oglądaliśmy filmy, trzymając się za ręce.
Zauważyłem, że zginał ręce i był zamyślony.
Ale około tydzień po ślubie coś się zmieniło.