„Chciałem, żeby ludzie nas zobaczyli” – kontynuował. „Nie to, czego brakuje, ale to, co wciąż jest”.
Narysowałem linię na jego ramieniu. „To pokaż im. Ale nie samym.”
„Myślałem o tym, co powiedziałem wcześniej”
Spojrzał na mnie. „Możesz mi pomóc?”
Powąchałem go delikatnie. „Jestem twoją żoną. Jesteś ze mną skazany”.
Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. „Dobrze.”
***
Następnego ranka przyszedł do salonu z protezą na kolanach.
„Dobra” – powiedział, jakby przygotowywał się na uderzenie. „Druga runda”.
Założyłem ręce. „Jesteś pewien, że nie chcesz najpierw kawy?”
„Już jestem zdenerwowany. Nie dodawajmy kofeiny.”
Spojrzał na mnie.