Adwokat Romana ostrożnie mówił o nieporozumieniach, napięciach małżeńskich, nieformalnych umowach i presji biznesowej, jaka panowała w trudnych latach.
Słuchając tych słów, poczułem, że powraca stara pokusa, delikatna i znajoma, prosząca mnie, bym znów zwątpił w siebie.
Może źle zrozumiałem. Może po prostu był zdesperowany. Może przekułem gorycz w pozew.
Następnie Irina położyła przed sędzią, jedną po drugiej, daty przelewu bankowego, niczym kamienie na stole.
Daty te pochodzą sprzed momentu, zanim Roman ogłosił bankructwo firmy. Zanim rozpłakał się w naszej kuchni.
Zanim wziął mnie za rękę i powiedział, że sprzedaż domu jest jedynym sposobem na przetrwanie naszej rodziny.
Gardło mi się ścisnęło. Nie z powodu pieniędzy. Nawet nie z powodu domu.
Ponieważ był to dowód w liczbach na to, że przeżywałam żałobę po historii, którą dla mnie napisał.