Zawierały podpisy, przelewy, kopie dokumentów firmowych, daty, które idealnie pokrywały się z kłamstwami Romana, więc nie dało się ich zignorować.
Ale była też panna młoda, której ręce się trzęsły, i dwaj chłopcy, którzy chcieli, żeby ich matka przestała się trząść.
A nowa kobieta Romana, Kira, stoi obok niego w jasnoniebieskiej sukience, jedną rękę opierając na brzuchu.
Zauważyłem już tę rękę. Każdy tak robił. Była zbyt często umieszczana, żeby być luźną.
Roman chciał czystej karty. Nowej rodziny, nowego początku, starych ruin wystawionych w kącie do porównania.
Gdybym otworzył folder w tym miejscu, pokój zapamiętałby mnie na zawsze, ale nie wszystkie wspomnienia są zwycięstwami.
Wciągnąłem powietrze. W powietrzu unosił się zapach róż, drogich perfum, pieczonego mięsa i kwaśny strach, że ludzie udają, że nie słuchają.
„Alina” – powiedziałam, a mój głos mnie zaskoczył, bo nie drżał. „Przykro mi, że to się tu dzieje”.
Szybko zamrugała. Jej narzeczony, kuzyn Romana, Ilja, trzymał ją za rękę, ale nic nie powiedział.
„Nie przyszedłem, żeby zepsuć ci ślub” – kontynuowałem. „Przyszedłem, bo moje dzieci zostały zaproszone, żeby patrzeć, jak się je niszczy”.
Przez pokój przebiegł szmer. Roman zaśmiał się krótko, ale nikt nie odpowiedział mu wystarczająco szybko.
„To szaleństwo” – powiedział. „Słyszysz mnie? Dlatego odszedłem”.
Prawie się uśmiechnąłem. Nie dlatego, że to było zabawne, ale dlatego, że wciąż wierzył, że odejście jest jego najpotężniejszą bronią.
„Nie” – powiedziałem. „Wyszedłeś na długo przed rozwodem. Czekałeś tylko, aż papiery się pojawią”.