Zadzwonił do mnie nieznajomy i powiedział: „Chyba właśnie się dowiedziałem, że twój były planuje cię publicznie upokorzyć”. — mynraa
Zanim zdążyłem odpowiedzieć, Eduard położył bez słowa dłoń na oparciu pustego krzesła, które stało obok niego.
„Być może” – powiedział – „nie powinniśmy udawać, że dziecko wymyśliło słowa, których nie rozumiało, bo było za małe”.
Spojrzenie Romana padło na Eduarda i po raz pierwszy odkąd wszedłem, naprawdę przyjrzał się mężczyźnie stojącemu obok mnie.
Jego wyraz twarzy zmieniał się stopniowo. Najpierw rozpoznanie, potem kalkulacja, a potem strach, który dumni ludzie mylą z gniewem.
„Kto cię zaprosił?” zapytał Roman.
„Prawda jest taka, że tak” – odpowiedział spokojnie Eduard. „Ale przyjechałem jako gość Mariny Siergiejewny”.
Panna młoda, biedna Alina, stała przy łuku kwiatowym, trzymając bukiet mocno w obu dłoniach.
To miał być jego dzień, a nie kolejny pokój, w którym Roman wylewa swój bałagan na niewinnych ludzi.
Ta myśl bolała bardziej, niż się spodziewałem. Byłem gotowy bronić się, a nie psuć komuś ślubu.
Spojrzałem na Alinę, a ona spojrzała na mnie szeroko otwartymi, przerażonymi oczami, jakby prosiła mnie, abym nie zniszczył tego, co do niej należy.
Roman dostrzegł to wahanie. Zawsze potrafił dokładnie wyczuć, gdzie pojawia się poczucie winy.
„Marina” – powiedział cicho, a w jego głosie słychać było zmęczenie i ból. „Proszę, nie rób sceny na weselu”.
I oto była. Stara pułapka. Jeśli się odezwałem, byłem okrutny. Jeśli milczałem, on pozostawał czysty.
Jego matka, Galina Pawłowna, wstała z krzesła, koronka na jej rękawach zadrżała wokół jej chudych nadgarstków.