Roman wypuścił powietrze zbyt szybko.
Odwróciłam się do niego, zanim zdążyłam odczuć ulgę. „Ale jutro rano złożę raport i ponownie otworzę rejestry sprzedaży”.
Jego uśmiech zniknął całkowicie. Nie był spękany, nie był ukryty, nie zniknął.
„Dopóki nie będzie jasności prawnej” – kontynuowałem – „nie będziesz wykorzystywał naszych synów do ozdabiania swojego nowego życia”.
Galina Pawłowna wystąpiła naprzód. „Nie da się trzymać dzieci z dala od ojca”.
„Nie” – powiedziałem. „Ale mogę przestać im kłamać”.
Kira nagle przemówiła głębokim i dziwnym głosem: „Roman, powiedz mi, że ten podpis jest prawdziwy”.
Nie spojrzał na nią. To była jego odpowiedź i wszyscy w pokoju ją zrozumieli.
Gdzieś zaskrzypiało krzesło. Ktoś wyszeptał modlitwę. Alina opuściła bukiet, aż zawisł na jej sukience.
Twarz Romana stwardniała. „Nie masz pojęcia, co robisz”.
Skinąłem głową, bo tym razem miał rację. Nie znałem jeszcze pełnej ceny.
Ale znałem cenę milczenia. Płaciłem ją czynszem, zaległościami, cichszymi głosami moich synów.
Eduard podniósł dokument ze stołu i odłożył go do teczki. Jego wyraz twarzy był pozbawiony zwycięstwa.
Wziąłem za rękę Miszę, potem Matwieja, czując jak ich małe palce ściskają moje dłonie z nierównomierną siłą.