Jeszcze nie skończyłem.
Twarz Henriego się napięła.
Cassandre, są pewne granice.
Zwróciłem się do niego; moja cierpliwość była już całkowicie wyczerpana.
„Nie. Były pewne granice. Przekroczyłeś je.”
Pozostał milczący.
„Oto, co się stanie” – kontynuowałem. „Arthur zawiesi Fazę Trzecią, jeśli i tylko jeśli zostaną spełnione wszystkie warunki”. Nie dlatego, że wierzę, że ktokolwiek z was stał się lepszym człowiekiem w pięć minut. Ale dlatego, że moje dziecko nie chce dorastać w środku ciągłej wojny, jeśli tylko mogę temu zapobiec.
Słowa te wyszły z gardła Adriena z niemal widoczną precyzją.
„Cass…” zaczął.
Nie zaczynaj od nowa.
Natychmiast zamilkł.
Pokój już nie był taki sam.
Świece wciąż się paliły. Udziec jagnięcy wciąż stygł. Kieliszki wciąż lśniły. Ale iluzja prysła. I niemal czuło się, jak uchodzi z niego powietrze. Ci ludzie zawsze wierzyli, że władza z definicji należy do nich. W końcu poznali dorosłą wersję: władza należy do tego, kto żyje wystarczająco długo, by spisać protokoły.
Ból pleców.
Byłem tak wyczerpany, że czułem się lekki. Adrenalina powoli opadała, ustępując miejsca drżeniu, lepkiemu przeziębieniu i duszącemu wyczerpaniu, które nie mogło już dłużej ukryć mojego gniewu. Nagle całe pomieszczenie poczuło się gorzej. Nie moralnie – znałem siebie zbyt dobrze, by słuchać takich pochlebstw. Strategicznie rzecz biorąc. Zdobyłem już jedyny punkt, który naprawdę się liczył. W końcu wiedzieli, kim jestem. Właściwie już wiedzieli, kim są w mojej historii.
Podniosłem torbę.
Mathilde podjęła ostatnią próbę ataku.