Przed biurem zaczął dzwonić popołudniowy dzwonek i wszystkie dźwięki powoli ucichły na korytarzach.
Matka Caridad wyobraziła sobie trumnę pod podłogą kaplicy, zapieczętowaną modlitwami, kwiatami i całym zaufaniem, jakie tam pozostawiła.
Otwarcie klasztoru byłoby dla niego krzywdzące.
Gdybyśmy je zostawili zamknięte, znów zrobiłby krzywdę Esperanzie.
Możesz zadzwonić do biskupa i czekać na pozwolenie.
Mógł zadzwonić na policję i pozwolić obcym niszczyć świętą ziemię.
Albo mogła sama zejść po tych wąskich schodach i zdecydować, jaką matką naprawdę się stała.
Doktor Paloma obserwowała go, być może spodziewając się wahania, być może spodziewając się go samego.
Matka Caridad podeszła do szuflady, wyjęła stary żelazny klucz do krypty i ujęła go w palce.
Jego ręce się trzęsły.
Ale po raz pierwszy tego dnia jego głos zniknął.
„Zaprowadź siostrę Esperanzę do kaplicy” – powiedział. „I nie opuszczaj tego klasztoru”.
Twarz doktor Palomy zbladła.