Owinął Esperanzę kocem, wcisnął jej różaniec w dłoń i podziękował niebiosom za to, że ją obudziły.
Teraz wspomnienie to powróciło ze świeżą siłą.
Nic dziwnego.
To nie jest słabość.
Przerwa.
Doktor Paloma przybyła chwilę po drugiej, niosąc brązową skórzaną torbę i ubrana w ten sam szary płaszcz, który nosiła każdej zimy.
Uśmiechnęła się do pielęgniarek przy bramce, przyjęła ich powitanie i weszła do środka, jakby była w każdym pokoju.
Matka Caridad najpierw spojrzała na swoje dłonie.
Czyste paznokcie. Spokojne palce. Żadnego zdenerwowania.
To jeszcze bardziej spotęgowało strach.
„Gdzie jest pielęgniarka Esperanza?” zapytał lekarz.
„W małym saloniku” – odpowiedziała Matka Caridad. „Ale zanim go obejrzysz, muszę z tobą porozmawiać”.
Uśmiech doktor Palomy nie zniknął. Po prostu stał się mniejszy.
“Oczywiście.”
Weszli do biura, tego samego pokoju, w którym Esperanza rozmawiała rano, mając obok siebie śpiące dziecko.
Matka Caridad zamknęła drzwi, ale nie usiadła.