“To powiedz to teraz.”
Siostra Inés przełknęła ślinę i przez moment wyglądała jak dziecko, które zaraz przyzna się do stłuczonej szklanki.
„Czasami po wizycie doktor Palomy siostra Esperanza zapada w bardzo głęboki sen. Głębszy, niż mogłoby się wydawać naturalne”.
Słowa te były łagodne, ale zmieniły atmosferę w pokoju medycznym.
Matka Caridad trzymała półkę, żeby go uspokoić.
Ile razy to widziałeś?
„Nie wiem” – powiedziała siostra Inés. „Powiedziałam sobie, że jest słaba od opieki nad dziećmi”.
Matka Caridad czekała, widząc coraz większy nacisk na usta młodszej zakonnicy.
„A czasami” – dodała siostra Inés – „doktor Paloma prosi, żeby nikt nie przychodził przed ranem”.
Gdy wyszliśmy na zewnątrz, rozległ się dźwięk dzwonu kaplicy, cienki i wyraźny, oznajmiający godzinę.
Matka Caridad natychmiast chciała odrzucić werdykt.
Chciał powiedzieć, że lekarzom można ufać, że podejrzliwość jest grzechem, że strach może zamienić dobroć w potwory.
Zamiast tego usłyszał głos Esperanzy sprzed lat, drżący po jej pierwszym omdleniu w ogrodzie.
„Nic nie pamiętam, mamo. Pachnie tylko kwiatami i lekarstwami”.
Matka Caridad nazwała to wówczas wyczerpaniem.