„Mówi, że znowu jest w ciąży”.
Tym razem doktor Paloma nie odpowiedział szybko. Matka Caridad usłyszała ruch papieru, a potem oddech doktora do słuchawki.
„Przyjdę po południu” – powiedział w końcu. „A mamo, do tego czasu trzymaj go w spokoju”.
To słowo pozostało nawet po telefonie.
Uspokoić się.
Jakby spokój nie był tym, co otulało każdą niemożliwą chwilę w tym domu.
Matka Caridad weszła do kuchni i zastała Esperanzę siedzącą przy kuchence, kołyszącą Miguela, podczas gdy mały Tomás bawił się drewnianymi łyżkami.
Młoda zakonnica wyglądała na zmęczoną, ale spokojną, jej twarz zwrócona była w stronę okna, gdzie promienie słońca padały na białe ściany.
„Dziś przychodzi doktor Paloma” – powiedziała Matka Caridad, obserwując zmianę w jej wyrazie twarzy.
Esperanza tylko skinęła głową i pocałowała Miguela w czoło.
„To dobrze. Jest miły. Dzieciaki uwielbiają jego dłonie, bo nigdy im nie marzną”.
Matka Caridad spojrzała na dzieci, obydwa ciemnowłose, obydwa ciche, obydwa dziwnie nieruchome, gdy padło nazwisko doktora.
Tomás przestał brzęczeć łyżkami.