Matka Caridad powoli pokręciła głową, a potem zrobiła to jeszcze mocniej.
“To niemożliwe.”
Głos Doktor Palomy był niemal szeptem.
„Nie, jeśli zabrali coś przed pogrzebem”.
Matka Caridad zamknęła oczy.
Przez lata chronił pamięć świętego męża, gdyż było to łatwiejsze niż kwestionowanie wiary żyjących.
Przez lata bronił niewinności Esperanzy, odmawiając pytania, jaki rodzaj niewinności powinien chronić ją przed prawdą.
Teraz obaj obrońcy leżeli zmiażdżeni na tym samym drewnianym stole.
„Dlaczego?” – zapytał, a jego głos zabrzmiał boleśnie.
Doktor Paloma nagle wyglądała starzej.
„Bo potężne rodziny pragnęły dziedziców bez skandali. Bo święta linia krwi zmuszała ludzi do otwierania portfeli. Bo smutek czyni każdego głupcem”.
Matka Caridad zrozumiała wtedy, że klasztor nie jest ukryty przed światem.
Świat wkroczył przez zamknięte drzwi, niosąc torby, dokumenty, datki, pozwolenia i pełne szacunku uśmiechy.
„A Esperanza?” zapytał.