CZĘŚĆ 2
Matka Caridad nie zadzwoniła od razu do doktor Palomy, chociaż jej ręka spoczywała na czarnym telefonie przez prawie minutę.
Mały plaster medyczny leżał na jego dłoni, czysty i blady, zbyt zwyczajny, żeby kogokolwiek przestraszyć na pierwszy rzut oka.
Ale zapach środka antyseptycznego przylgnął do niego, słaby i ostry, przenikając wosk, kurz i gotowane mleko klasztoru.
Objął ją palcami i wsłuchał się w hałas korytarza, z którego dobiegał cichy pomruk Esperanzy z kuchni.
Przez trzy lata Matka Caridad modliła się o wyjaśnienie, które pozwoliłoby jej nadal wierzyć w niewinność bez zadawania trudniejszych pytań.
Mały kawałek taśmy nie reagował na nic, ale cisza wydawała się zamknięta jak drzwi.
Włożył ją do szuflady obok książek, po czym zawołał doktora Palomása ledwie znajomym głosem.
„Przyjdź dziś” – powiedział. „Nie jutro. I proszę, nie mów nikomu, zanim przyjadą”.
Na linii zapadła cisza, taka cisza, jaka zdarza się tym, którzy wiedzą już więcej, niż chcą przyznać.
„Czy pielęgniarka Esperanza jest chora?” zapytała ostrożnie, wręcz zbyt ostrożnie, doktor Paloma.
Matka Caridad spojrzała w stronę drzwi i ściszyła głos, aż niemal zabrakło jej tchu.